=
Postanowiłe
Z zamyśleń wyrwał mnie jakiś lekki ból w głowie oraz prawej ręce. Gdy wróciłem myślami do żywych, zrozumiałem, o co chodzi. Zderzyłem się z jakąś dziewczyną.
-Przepraszam-Podałem jej rękę, by mogła wstać. Tak też zrobiła. Wtedy przypatrzyłem się jej uważnie... To Hermiona Granger! Dziewczyna, która była powodem mojego powrotu. Dziewczyna, która wyglądała identycznie jak Astoria...
-To ja przepraszam-W tym momencie wytarła kolana-To moja wina, zamyśliłam się.
Hermiona zawstydziła się.
-Ja też się zamyśliłem-uśmiechnąłem się-Nic ci się nie stało?
-Niee, nawet nie bolało-bała się spojrzeć mi w oczy. Była nieśmiała...to zupełne przeciwieństwo Astorii.
-To dobrze.
Przez chwilę staliśmy w niezręcznej ciszy, aż w końcu postanowiłem się odezwać.
-Gdzie chodzisz do szkoły?-Co prawda tą informację mógłbym wyciągnąć od innych ludzi, jednak wygodniej i szybciej jest zapytać się wprost.
-Wiesz czasem, gdzie jest liceum numer 17?-zapytała nieśmiało.
-Tak, to moja szkoła-uśmiechnąłem się na myśl o tym, że będziemy widywać się codziennie. W końcu to dla niej wróciłem..
-O...co za przypadek-widać było, że jest zestresowana tą rozmową.
-Słuchaj, może poszlibyśmy jutro razem do szkoły?-fajnie Draco, znasz ją pięć minut i już proponujesz spotkanie-Po drodze opowiedziałabyś mi trochę o sobie.
-P-p-pewnie...to może w tym miejscu, o wpół do ósmej?
-Jasne, to do zobaczenia!
-Pa..-po tych słowach odeszła w swoją stronę.
=
Kurwa Hermiona! Serio?! Ta rozmowa brzmiała jak tandetna scena z jakiegoś serialu dla nastolatków! Jeszcze się tak jąkałam.. nie moja wina, że jestem nieśmiała. Ten koleś był przystojny i jeszcze uprzejmy, a ja musiałam wszystko spieprzyć!
Zdenerwowana sama na siebie szłam w kierunku domu. Po dziesięciu minutach byłam na miejscu. Wjechałam windą na czwarte piętro w międzyczasie szukając kluczy w torebce. Gdy je znalazłam, wysiadłam i skierowałam się w stronę mojego mieszkania. Otworzyłam drzwi i weszłam do pomieszczenia, jakim był przedpokój. Ściągnęłam buty i powiesiłam moją jesienną kurtkę na wieszaku, następnie wchodząc do kuchni. Rozkoszowałam się niezwykłą ciszą. Uroki mieszkania samemu... Zaparzyłam herbatę i włączyłam telewizor.
Nie mogłam przestać myśleć o... właśnie. Nawet nie podaliśmy sobie imion! Boże, Hermiona idiotko! Chłopak miał platynowe blond włosy, które nie ukrywam, lekko mnie śmieszyły, ale jednocześnie dodawały mu uroku, oraz duże, szare oczy. Był dobrze zbudowany i wysoki. Był przeciwieństwem mojego ideału faceta, jednak i tak był mega przystojny. Podobał mi się.
Łoesu
Ten rozdział to istna masakra, najgorszy w mojej "karierze" (haha) na bloggerze... Nie dziwcie się, nienawidzę pisać początków. Później będzie lepiej, także dotrwajcie!